Zaczęliśmy z przytupem

Zamieszczony przez w dniu 05 września 2017

Zaczęliśmy z przytupem

Nowy rok szkolny, roz­po­częty ofi­cjal­nie 4 wrze­śnia, zain­au­gu­ro­wa­li­śmy w MOA Pik­ni­kiem pod Gwiaz­dami dla jed­nej z klas szó­stych Szkoły Pod­sta­wo­wej nr 2 w Wie­liczce. Dzieci w licz­bie 24 wraz z dwiema opie­kun­kami zaraz po zakwa­te­ro­wa­niu udały się do kopuły tele­skopu, gdzie odbył się pokaz tar­czy Słońca. Mie­li­śmy na to zale­d­wie kwa­drans, bowiem sło­neczko chy­liło się już ku zacho­dowi, nie­mniej wszy­scy mogli dostrzec na ekra­nie dwie ogromne grupy plam. Dodat­kowo pię­cioro obser­wa­to­rów po kolei sko­rzy­stało z moż­li­wo­ści poli­cze­nia tychże patrząc wprost w oku­lar lunety wypo­sa­żo­nej w filtr foliowy. W ten spo­sób okre­śli­li­śmy war­tość liczby Wolfa jako 10 x 2 + 28 = 48.

Kolej­nym punk­tem Pik­niku był jak zwy­kle pie­szy spa­cer po Nie­po­ło­mi­cach. Pierw­sze kroki skie­ro­wa­li­śmy do fon­tanny w rogu Rynku, gdzie odbyła się poga­danka na temat histo­rii mia­steczka, a także wspo­mniano o pew­nym polo­wa­niu króla Ste­fana Bato­rego w Pusz­czy Nie­po­ło­mic­kiej. Do tego polo­wa­nia nawią­zuje figura Justyny, córki leśni­czego, dep­czą­cej głowę ustrze­lo­nego przez nią tura.

 

 

Po zapo­zna­niu się z miej­sco­wymi legen­dami opie­kunka doko­nała sym­bo­licz­nego aktu „zaślu­bin”, wrzu­ca­jąc do wody monetę jed­no­gro­szową.

 

Opo­dal fon­tanny poło­żony jest pomnik króla Kazi­mie­rza Wiel­kiego i tam jedno z dzieci odczy­tało na głos histo­rię zwią­zaną z przed­sta­wie­niem naszego monar­chy jako opie­kuna słab­szych i pokrzyw­dzo­nych.

 

 

Na poże­gna­nie z Maje­sta­tem nale­żało pogła­skać rękę pacho­lę­cia, sym­bo­li­zu­ją­cego wszyst­kich kró­lew­skich chrze­śnia­ków.

 

 

Wizyta na Zamku Kró­lew­skim zawsze się wiąże z poszu­ki­wa­niem cza­kramu, jaki rze­komo ma się skry­wać wśród kamieni wmu­ro­wa­nych przy zej­ściu do jed­nej z piw­nic. Oprócz tego dzieci ocho­czo foto­gra­fo­wały się przy ławeczce ze Stań­czy­kiem, a także zaglą­dały w oczy damie z gro­no­sta­jem, któ­rej sta­tua natu­ral­nej wiel­ko­ści jest wzo­ro­wana na słyn­nym obra­zie Leonarda da Vinci.

 

 

Zazwy­czaj po wizy­cie na Zamku pozwa­lamy dzie­ciom nieco podo­ka­zy­wać na placu zabaw, tak też było i tym razem. Mno­gość urzą­dzeń usta­wio­nych w tym miej­scu pozwala na dobrą zabawę połą­czoną z fizycz­nym wyży­ciem się. Ale widok księ­ży­co­wej tar­czy, wyła­nia­jący się znad koron drzew ota­cza­ją­cych wio­skę indiań­ską skło­nił nas do powrotu. Tam grupa sztur­mowa roz­pa­liła grill, szy­ku­jąc kola­cję, zaś dzieci otrzy­mały wydru­ko­wane wcze­śniej arku­sze ze szki­cowo zazna­czo­nymi morzami księ­ży­co­wymi. Pierw­sza część zada­nia pole­gała na popa­trze­niu wprost na Księ­życ i zacie­nio­wa­niu odpo­wied­nich obsza­rów.

 

To poszło łatwo, w nagrodę dzie­ciaki zja­dły tre­ściwą kola­cję przy sto­łach usta­wio­nych na chod­niku przed wiatą, po czym zaczęła się druga, nieco trud­niej­sza część. Aby ją wyko­nać, nale­żało spoj­rzeć przez jeden z dwóch iden­tycz­nych tele­sko­pów, odna­leźć dwa kra­tery – Koper­nik oraz Tycho – z cha­rak­te­ry­stycz­nymi pro­mie­niami w oko­licy i zazna­czyć ich poło­że­nie na rysunku. W tym cza­sie dobrze się już ściem­niło i można było gru­pami udać się do kopuły tele­skopu Meade LX200, aby obej­rzeć Saturna z pier­ście­niami, dał się także dostrzec jego księ­życ – Tytan. P powro­cie do sali wykła­do­wej cze­kała trze­cia, naj­trud­niej­sza część zada­nia – nale­żało uło­żyć mozaikę 25 tafel­ków tak, aby powstał kom­pletny obraz powierzchni naszego sate­lity.

 

 

Zajęło to nieco czasu, ale zaowo­co­wało satys­fak­cją z uda­nego wyko­na­nia nie­co­dzien­nej ukła­danki.

 

 

Nazew­nic­two księ­ży­cowe to temat obszerny, ale nie mogło się obejść od wytłu­ma­cze­nia, dla­czego są tam morza bez wody, czemu nie­które kra­tery noszą nazwy wiel­kich postaci z histo­rii kul­tury, a nazwy innych dziś nikomu nic nie mówią. Dla­tego też poświę­ci­li­śmy temu zagad­nie­niu nieco czasu, pod­kre­śla­jąc obec­ność takich nazwisk, jak Koper­nik, Bana­chie­wicz czy Curie-Skło­dow­ska. Kiedy już nade­szła sto­sowna pora, ucznio­wie wysłu­chali pre­lek­cji o cia­łach w Ukła­dzie Sło­necz­nym, mogli też potrzy­mać w ręku spory okaz mete­orytu Mora­sko. Na zakoń­cze­nie wie­czoru odbył się seans pod sztucz­nym nie­bem pla­ne­ta­rium, tam obja­śniamy zagad­nie­nia zwią­zane z wido­mym ruchem sfery nie­bie­skiej, poka­zu­jemy waż­niej­sze miej­sca na tej sfe­rze z Gwiazdą Polarną na czele, wresz­cie odpo­wia­damy na liczne pyta­nia. Tym razem z racji póź­nej pory (tuż przed pół­nocą) podobno kil­koro uczest­ni­ków seansu pospało się na wygod­nych fote­lach – ale może to tylko plotki. Następ­nego dnia po śnia­da­niu uczest­nicy Pik­niku przy­stą­pili do wytę­żo­nej pracy – nale­żało obli­czyć dane pozwa­la­jące na utwo­rze­nia modelu Układu Sło­necz­nego w skali jeden do stu pięć­dzie­się­ciu miliar­dów. Otrzy­mano nastę­pu­jące liczby cha­rak­te­ry­zu­jące odle­gło­ści pla­net od Słońca:
Mer­kury: 40 cen­ty­me­trów
Wenus: 72 cen­ty­me­try
Zie­mia: 1 metr
Mars: 2 metry 86 cen­ty­me­trów
Pas pla­ne­toid: 2 metry 86 cen­ty­me­trów
Jowisz: 5 metrów 2 cen­ty­me­try
Saturn: 9 metrów 50 cen­ty­me­trów
Uran: 19 metrów 15 cen­ty­me­trów
Nep­tun: 30 metrów.

 

 

Kiedy obli­cze­nia były gotowe, mogli­śmy przy­stą­pić do roz­wi­nię­cia goto­wego modelu w tej samej skali. Dzieci otrzy­mały przy­działy – jedno grało rolę Słońca, ośmioro przy­brało nazwy pla­net, jedno repre­zen­to­wało Pas Pla­ne­toid, a pozo­stałe wystą­piły jako sate­lity. Obiekty aż do Marsa jesz­cze zmie­ściły się w sali wykła­do­wej.

 

Ale żeby roz­wi­nąć cały model, nale­żało wyjść na zewnątrz, co też pozwo­liło na reflek­sję o ogro­mie Układu Sło­necz­nego.

 

 

Uran zna­lazł się pod drzwiami Har­wardu, zaś Nep­tun o mało co nie wylą­do­wał w krza­kach.

 

 

Tra­dy­cyj­nie od 15 lat każdy Pik­nik pod Gwiaz­dami koń­czymy zbio­ro­wym zdję­ciem pod budyn­kiem Obser­wa­to­rium, tak też było i tym razem.

Kolejne pik­niki przed nami, mamy nadzieję, że pobyt u nas pozo­stawi nie­za­tarte wra­że­nia u uczest­ni­ków, być może nie­któ­rzy tu jesz­cze wrócą, a pew­nie będą i tacy, któ­rzy pójdą za wezwa­niem Ura­nii – muzy astro­no­mii, i podejmą trud bada­nia Wszech­świata.

 

 

 

Grze­gorz Sęk