W Borowicach, znowu w Borowicach

Zamieszczony przez w dniu 30 listopada 2017

W Borowicach, znowu w Borowicach

Po nie­wiel­kiej prze­rwie, spo­wo­do­wa­nej bóg wie czym, nauczy­ciele ponow­nie spo­tkali się z uczel­nia­nymi dydak­ty­kami na Jesien­nej Szkole Dydak­tyki Fizyki, jaka odbyła się w dniach od 10 do 13 listo­pada 2017 roku w kli­ma­tycz­nym pen­sjo­na­cie u stóp Śnieżki (no pra­wie u stóp).
Tym razem nie będzie solen­nego spra­woz­da­nia, a tylko kilka spo­strze­żeń z pozy­cji out­si­dera, bo na takiej to pozy­cji posta­wił mnie fakt (nie­spo­dzie­wa­nego) przej­ścia na eme­ry­turę. Dzięki temu mogłem przy­je­chać w Kar­ko­no­sze dzień przed ofi­cjal­nym roz­po­czę­ciem, a że dwoje innych uczest­ni­ków wpa­dło na ten sam pomysł, w pią­tek przed połu­dniem powę­dro­wa­li­śmy sobie jesien­nym lasem do Kar­pa­cza, gdzie od stu sie­dem­dzie­się­ciu lat zadzi­wia tury­stów wcze­sno­śre­dnio­wieczna drew­niana budowla znana jako Świą­ty­nia Wang. Ale jak to – prze­cież połowa wieku dzie­więt­na­stego to nie śre­dnio­wie­cze. Rzecz w tym, że sama budowla powstała w Nor­we­gii przed ośmiu­set pra­wie laty i w cało­ści została prze­nie­siona do Kar­pa­cza wtedy, kiedy w miej­sco­wo­ści Vang wybu­do­wano nową, już muro­waną i obszer­niej­szą świą­ty­nię. Po dro­dze naj­pierw usły­sze­li­śmy, a następ­nie zoba­czy­li­śmy kaskadę potoku Jodłówka.

 

Jesień wyma­lo­wała drzewa w tona­cji żółto – poma­rań­czo­wej, a modrze­wie zaście­liły swo­imi igłami gór­ską alejkę, zachę­ca­jąc do nostal­gicz­nego spa­ceru.

 

Świą­ty­nia Wang nie­zmien­nie zachwyca, a współ­cze­snego zna­cze­nia dodaje jej nie­wielki cmen­ta­rzyk, na któ­rym nie­dawno pocho­wano Hen­ryka Toma­szew­skiego i Tade­usza Róże­wi­cza. Kamienna dzwon­nica pocho­dzi z wieku dzie­więt­na­stego i mie­ści trzy potężne dzwony.

 

Tras spa­ce­ro­wych tu co nie­miara, na przy­kład warty by jesz­cze powę­dro­wać do Szwedz­kich Skał, no i ponow­nie odwie­dzić Wodo­spad Pod­gór­nej, a to zna­czy że będziemy tu przy­jeż­dżać po coraz to nowe wra­że­nia. Może nawet pój­dziemy w ślady Andrzeja, który przy­wę­dro­wał do Boro­wic gór­skimi szla­kami ze Świe­ra­dowa-Zdroju.

Zaję­cia Szkoły roz­po­częły się w pią­tek wie­czo­rem, ale w sobotę moc­nym wej­ściem popi­sała się grupa Dok­tor Labo, przed­sta­wia­jąc w atrak­cyj­nej wizu­al­nie for­mie demon­stra­cje zwią­zane z aku­styką i elek­trycz­no­ścią. To była praw­dziwa kopal­nia pomy­słów na pro­ste, nie wyma­ga­jące wiel­kich nakła­dów, ale sta­ran­nie przy­go­to­wane pokazy w kla­sie. Takie lek­cje fizyki pozwolą na pewno zapa­mię­tać na przy­kład prawo Oma i zro­zu­mieć czym są dźwięki.

 

Maciek Sójka prze­ana­li­zo­wał pro­blemy zwią­zane z tak zwaną opłatą repro­gra­ficzną. Na co dzień nie zda­jemy sobie sprawy, że kupu­jąc jakie­kol­wiek nośniki infor­ma­cji – papier kse­ro­gra­ficzny, dyski, “pen­drajwy” czy też całe urzą­dze­nia elek­tro­niczne pła­cimy dodat­kowo od 1 do 3 pro­cent tytu­łem – no wła­śnie, tytu­łem czego? Prze­pis jest przed­sta­wiony na zdję­ciu.

 

Ludwik Leh­man jak zwy­kle nama­wiał do naucza­nia fizyki w połą­cze­niu z przy­kła­dami z życia codzien­nego oraz do eli­mi­na­cji zbęd­nych jego zda­niem pojęć i praw. W szcze­gól­no­ści postu­lo­wał usu­nię­cie z prak­tyki szkol­nej tra­dy­cyj­nego wykładu z ter­mo­dy­na­miki, pole­ga­ją­cego na kato­wa­niu uczniów prze­mianą izo­ter­miczną, izo­ba­ryczną oraz izo­cho­ryczną. W zamian można prze­cież od razu omó­wić rów­na­nie Cla­pey­rona, które jest uogól­nie­niem wymie­nio­nych prze­mian.

 

Marek Tho­mas w trak­cie dwóch „peł­no­krwi­stych” wykła­dów przed­sta­wił genezę słyn­nego wzoru wpro­wa­dzo­nego przez Alberta Ein­ste­ina „E = mc2”, a także wytłu­ma­czył, dla­czego nagroda Nobla za inter­pre­ta­cję efektu foto­elek­trycz­nego była jak naj­bar­dziej zasłu­żona.

 

Mał­go­sia Masłow­ska w pomy­słowy spo­sób, oświe­tla­jąc naczy­nia zawie­ra­jące kolo­rowe gala­retki lase­ro­wym świa­tłem o róż­nych dłu­go­ściach fali demon­stro­wała zja­wi­sko pochła­nia­nia i roz­pra­sza­nia świa­tła w róż­nych śro­do­wi­skach.

 

Wie­sia Idziak przy pomocy rzut­nika pisma, prze­zro­czy­stej kuwety oraz cie­czy zabar­wio­nej atra­men­tem bra­wu­rowo zapre­zen­to­wała pro­ces powsta­wa­nia wirów Kar­mana. Dodam tylko, że pokaz ten został spro­wo­ko­wany moim pyta­niem zada­nym przed rokiem w Kudo­wie, czym są dziwne wirowe struk­tury widoczne na jezio­rze sfo­to­gra­fo­wa­nym w ramach pro­jektu Ear­th­KAM.

 

Z kolei Irek Ksią­żek w trak­cie pre­zen­ta­cji „Bar­dzo duży ter­mo­metr” omó­wił szcze­gó­łowo poję­cie tem­pe­ra­tury i jego sto­so­wal­ność do cha­rak­te­ry­zo­wa­nia mate­rii w sta­nach o roz­ma­itych rodza­jach rów­no­wagi.

 

Nie spo­sób omó­wić wszyst­kich inte­re­su­ją­cych pre­zen­ta­cji i wykła­dów, dodam tylko, że Sta­szek Ple­bań­ski nama­wiał zebra­nych, aby zmie­niać nasta­wie­nie uczniów z pozy­cji „trwa­nie” na „roz­wój”.
Robert Góra rela­cjo­no­wał wielki suk­ces mię­dzy­na­ro­do­wego pro­jektu edu­ka­cyj­nego w zakre­sie astro­no­mii, pro­wa­dzo­nego w gor­lic­kim liceum, a ja jak zwy­kle agi­to­wa­łem za udzia­łem uczniów w pro­jek­cie Ear­th­KAM.

 

Odbyła się także burz­liwa dys­ku­sja nad nową pod­stawą pro­gra­mową z fizyki, ponie­waż wśród uczest­ni­ków Szkoły było troje spo­śród sied­miorga osób pod­stawę ową ukła­da­ją­cych.

Tra­dy­cją Szkoły są wie­czorne roz­mowy i wspólne śpie­wa­nie przy wtó­rze gitary Ludwika. Zda­rzają się rów­nież zbio­rowe występy teatrzyku sióstr ”Sisters” śpie­wa­ją­cych kuplety ad hoc ukła­dane przez uczest­ni­ków.

 

Wielką nie­spo­dziankę spra­wili nam pozna­niacy, przy­wo­żąc ze sobą tra­dy­cyjne – boć prze­cież Szkoła zaha­czała o datę 11 listo­pada – rogale mar­ciń­skie w znacz­nej ilo­ści.

 

Udało się także, co nie było łatwe ze względu na kapry­śną pogodę i dyna­miczne zacho­wa­nie uczest­ni­ków, wyko­nać zdję­cie zbio­rowe na scho­dach pro­wa­dzą­cych do pen­sjo­natu HOTTUR w Boro­wi­cach.

 

 

Czego by nie napi­sać, wszystko będzie tylko bla­dym odbi­ciem zda­rzeń, dys­ku­sji no i naj­waż­niej­sze – tej nie­po­wta­rzal­nej atmos­fery, która pozwala nawet na gło­sze­nie here­zji, o ile tylko pozwoli się na ich kry­tykę. Zresztą o tę kry­tykę wła­śnie idzie – i nikt się o nią nie obraża, wręcz więk­szość pre­le­gen­tów wyraź­nie domaga się zde­cy­do­wa­nej reak­cji na gło­szone przez sie­bie tezy. Zatem przy­jeż­dżaj­cie do Boro­wic – i Wy, stare wygi, no a przede wszyst­kim Wy, począt­ku­jący nauczy­ciele. A ty, Staszku, który jesteś „spi­ri­tus movens” całej tej awan­tury, nadal trzy­maj stery ku pożyt­kowi naszej spo­łecz­no­ści.

 

Grze­gorz Sęk